Za oknami coraz cieplej, spacery z psiakami robią się coraz przyjemniejsze i coraz to dłuższe, czworonogi więcej biegają i eksplorują na nowo świat po zimie a pić się chce.
Niedawno kupiliśmy dla Momka butelkę z poidełkiem na dłuższe spacery w cieplejsze dni, w weekend przeżyła chrzest bojowy podczas wyprawy do lasu i sprawiła się całkiem dobrze.
Największą zaletą jest uwolnienie się od zbędnego balastu w postaci tradycyjnej butelki z wodą i miski do kompletu. Butelka dodatkowo posiada plastikowy karabińczyk, który można zahaczyć o pasek czy szlufkę ze spodni i nie musimy jej nosić w rękach a także brać na spacer dodatkowej torby czy plecaka. Samo dawkowanie wody jest również łatwiejsze bo na bieżąco kontrolujemy czy pies jeszcze pije i po zakończeniu postoju nie marnujemy tyle wody jak w przypadku miski (do której nigdy nie wiadomo ile jeszcze nalać). Momo po pięciosekundowym obwąchaniu nowego gadżetu ochoczo zabrał się do siorbania wody jęzorem a po chwili niewzruszony (tak jakby poidełko było znane odkąd pamięta) pobiegł dalej eksplorować leśne zakamarki.
Jedynym minusem w naszym przypadku jest kwestia pojemności. Kupiliśmy większy model (0,5 litra) ale w praktyce i tak okazuje się zbyt mała przy dłuższych spacerach, także rozglądamy się za pojemnością 0,75 litra. Litrowa butelka byłaby już chyba zbyt ciężka do noszenia przy pasku podczas spaceru.
Polecam każdemu amatorowi wypraw z psem u boku bo naprawdę się sprawdza. Kwestia pojemności do wyboru zależna od gabarytów psa i opiekuna (bo ktoś tą butelkę w końcu musi nosić) ;-) Psiak z pewnością będzie Wam wdzięczny za możliwość schłodzenia się wodą podczas pieszych wypadów.
Masz boksera? Ujawnij się ;-)
niedziela, 22 kwietnia 2012
wtorek, 3 kwietnia 2012
12 miesięcy z nowym lokatorem
Wczoraj minął równo rok odkąd Momo się do nas wprowadził. Pamiętam, że pierwszą reakcją na jego nieporadne kroki była panika. Okazało się, że malutki bokserek nie potrafi chodzić po parkiecie bo łapki rozjeżdżają się mu na wszystkie strony. No i pierwszy wydatek z cyklu dodatkowych bo trzeba było szybka jechać kupić wykładzinę, która wiadomo było, że wyląduje na śmietniku po nauce chodzenia z siuśkami na dwór :-).
Rok to wcale nie wiadomo jak długi okres ale patrząc wstecz to bardzo dużo się wydarzyło i jest o czym myśleć. Najedliśmy się strachu gdy się okazało, że Momo ma problemy z jelitami a leczenie trwało miesiącami, odbyliśmy razem szkolenie "Pies Twój Przyjaciel", straciliśmy parę mniej lub bardziej cennych rzeczy łącznie ze słuchawką od domofonu (dwukrotnie) i chyba można powiedzieć, że nauczyliśmy się wspólnie żyć. Już po kilku tygodniach nie wyobrażałem sobie życia bez pieska ale teraz mogę to potwierdzić z jeszcze większą świadomością.
Poranne spacery do toalety czyli podstawowa broń rodziców do walki z dziećmi, które chcą psa ani razu nie były przyjmowane przeze mnie z jakąś niechęcią. Raz nawet Momek obudził nas piszczeniem chyba o 3 w nocy i też dało się wyjść bez wielkich oporów. Tak więc drodzy rodzice wymyślcie sobie lepszy argument dla Waszych dzieci zamiast "Trzeba wychodzić z psem codziennie rano". Po prostu może mówcie im prawdę, że Wam się nie chce z nim rano wychodzić.
Jasne, że nie ma róży bez kolców i psiaki czasami denerwują lub wręcz doprowadzają do białej gorączki ale tych momentów się i tak nie pamięta lub myśli się o nich z uśmiechem na ustach. Kiedy człowiek siedzi wieczorem w spokoju i nagle poczuje faflatą mordę na swoich nogach bo psu odwidziało się spanie na posłaniu i postanowił się uwalić koło człowieka na kanapie to wszystkie złości momentalnie uciekają w niepamięć a ręka sama wędruje, żeby poczochrać włochate cielsko i poczuć na sobie jęzor liżący z wdzięczności ;-).
Można powiedzieć, że to był wspaniały rok, inny niż wszystkie, z przyzwyczajeniem się do nowych obowiązków, których nie można przełożyć na jutro ale również z kupą codziennej radości, której życzymy każdemu kto waha się przy pytaniu czy w jego domu powinien zamieszkać bokser :)
Rok to wcale nie wiadomo jak długi okres ale patrząc wstecz to bardzo dużo się wydarzyło i jest o czym myśleć. Najedliśmy się strachu gdy się okazało, że Momo ma problemy z jelitami a leczenie trwało miesiącami, odbyliśmy razem szkolenie "Pies Twój Przyjaciel", straciliśmy parę mniej lub bardziej cennych rzeczy łącznie ze słuchawką od domofonu (dwukrotnie) i chyba można powiedzieć, że nauczyliśmy się wspólnie żyć. Już po kilku tygodniach nie wyobrażałem sobie życia bez pieska ale teraz mogę to potwierdzić z jeszcze większą świadomością.
Poranne spacery do toalety czyli podstawowa broń rodziców do walki z dziećmi, które chcą psa ani razu nie były przyjmowane przeze mnie z jakąś niechęcią. Raz nawet Momek obudził nas piszczeniem chyba o 3 w nocy i też dało się wyjść bez wielkich oporów. Tak więc drodzy rodzice wymyślcie sobie lepszy argument dla Waszych dzieci zamiast "Trzeba wychodzić z psem codziennie rano". Po prostu może mówcie im prawdę, że Wam się nie chce z nim rano wychodzić.
Jasne, że nie ma róży bez kolców i psiaki czasami denerwują lub wręcz doprowadzają do białej gorączki ale tych momentów się i tak nie pamięta lub myśli się o nich z uśmiechem na ustach. Kiedy człowiek siedzi wieczorem w spokoju i nagle poczuje faflatą mordę na swoich nogach bo psu odwidziało się spanie na posłaniu i postanowił się uwalić koło człowieka na kanapie to wszystkie złości momentalnie uciekają w niepamięć a ręka sama wędruje, żeby poczochrać włochate cielsko i poczuć na sobie jęzor liżący z wdzięczności ;-).
Można powiedzieć, że to był wspaniały rok, inny niż wszystkie, z przyzwyczajeniem się do nowych obowiązków, których nie można przełożyć na jutro ale również z kupą codziennej radości, której życzymy każdemu kto waha się przy pytaniu czy w jego domu powinien zamieszkać bokser :)
Na zakończenie jeszcze jedno zdjęcie piłki, która na szczęście nie rosła razem z Momo ;-)
poniedziałek, 26 marca 2012
Zmiana czasu
Wczoraj miała miejsca zmiana czasu z zimowego na letni. Nikt tego nie lubi a dodatkowo jest naukowo udowodnione, że sama operacja zmiany czasu (2 razy w roku) kosztuje więcej niż rzekome oszczędności z tytułu mniejszego zużycia energii. Dodatkowo nikt nie pomyślał o psach ;-)
Psy lubią poukładane życie i rytmiczny cykl dnia. Przyzwyczajają się do pory wychodzenia na dwór. Czekając na ewentualne wyjście opiekunów do pracy instynktownie się uspokajają, żeby pospać podczas ich nieobecności a tu nagle bach! Zmiana czasu i ludzie wstają z łóżek wcześniej!
A Wasze psiaki jak znoszą zmianę ludzkiego czasu?
Psy lubią poukładane życie i rytmiczny cykl dnia. Przyzwyczajają się do pory wychodzenia na dwór. Czekając na ewentualne wyjście opiekunów do pracy instynktownie się uspokajają, żeby pospać podczas ich nieobecności a tu nagle bach! Zmiana czasu i ludzie wstają z łóżek wcześniej!
O co im do diabła chodzi, przecież jeszcze powinniśmy spać! W dodatku ciągną mnie na dwór ciągle powtarzając, że wychodzimy szybko bo nie ma czasu. Jak to nie ma? Przecież wczoraj był i mogliśmy spać godzinę dłużej! No dobra idę ale poczekajcie do zmiany w drugą stronę, wtedy będę piszczał i wyciągał Was z łóżka żeby wyjść się się załatwić.Co prawda nie posiadam zdolności czytania w psich umysłach ani rozmawiania z nimi, ale mniej więcej takie coś można było wywnioskować obserwując dzisiaj rano na Momo. Patrząc na mnie jak jestem ubrany i gotowy do wyjścia mlasnął tylko jęzorem i obrócił się na drugi bok. No tak skoro nie byliśmy topić Marzanny to niby czemu mamy respektować zmianę czasu? Koniec końców odhaczyliśmy spacer ale widać było, że bardziej z przymusu :-)
A Wasze psiaki jak znoszą zmianę ludzkiego czasu?
niedziela, 26 lutego 2012
Gra Planszowa "Twój Bokser"
O bokserach można opowiadać godzinami. Autor tej gry był przez ćwierć wieku szczęśliwym posiadaczem kolejno dwu psów tej rasy. Zdobyte doświadczenie, oraz zapamiętane porady znakomitych polskich hodowców, poznanych przy okazji wystaw, a także zwykłych miłośników, skłoniły go do poświęcenia jednej z gier tym przemiłym pieskom. Początkujący właściciele i ich dzieci skorzystać powinni z edukacyjnych walorów gry, pozostali zapewne chętnie zasiądą do szybkiej, emocjonującej rozgrywki o miłej ich sercu tematyce!
Zbigniew Przybyliński
Dzięki uprzejmości firmy Grajtak, otrzymaliśmy do recenzji egzemplarz gry planszowej "Twój bokser". "Twój bokser" to szybka gra dla dwóch osób, która podświadomie przypomni nam o codziennych potrzebach naszego pieska oraz naszych obowiązkach w stosunku do niego. Rozgrywka jest naprawdę prosta, szybka i przyjemna. Szczególnie nadaje się dla dzieci, które dowiadują się w jaki sposób zadbać o psa, przyzwyczaić go do chodzenia na smyczy, w kagańcu i tym podobne. Co ciekawe plansza do gry w kształcie plastra miodu może służyć jako magnes na lodówkę.
Gra jest idealna, aby spędzić razem parę miłych chwil w towarzystwie bacznie obserwującego boksia, który z pewnością bardzo chętnie pomógłby nam poprzestawiać pionki.
Egzemplarz do recenzji dostarczyła firma Grajtak.
Gra "Twój bokser" do nabycia w sklepie internetowym firmy Grajtak.
Gra "Twój bokser" do nabycia w sklepie internetowym firmy Grajtak.
sobota, 18 lutego 2012
Szelki Innova Dog Comfort
Nie chcieliśmy go regularnie przyduszać, więc zachęceni pozytywnymi opiniami postanowiliśmy sprezentować mu szelki. Najpierw na próbę takie zwykłe z tworzywa skóropodobnego (o zgrozo w kwiatki ;-)), a potem już uprząż JULIUS K9.
Z perspektywy czasu możemy ten zakup polecić. Szelki są mocne i porządnie wykonane. Momo już pół roku gania w nich dzień w dzień, tarza się po ziemi podczas zabawy z innymi psami, obciera o drzewa, murki i wszystko inne, co nadaje się do tego, aby się o to otrzeć. Łatwo się je zakłada i zdejmuje. Zawierają dodatkowy zamykany uchwyt, za który można psa, w razie potrzeby, przytrzymać, wzmocnione zapięcie i stalowy pierścień na smycz. Wykonane są z tkaniny OEKO-TEX i co ważne - nie obcierają, nawet w czasie upałów. Dzięki odblaskowym elementom - niciom i napisowi - pies jest dobrze widoczny po zmroku.
Dodatkowo dokupiliśmy do nich pas dyspersyjny, który łączy dwa pasy uprzęży ze sobą i doskonale rozprasza nacisk na klatkę piersiową.
piątek, 10 lutego 2012
Mały debiut prasowy
Kilka dni temu Jagoda kupiła lutowy numer miesięcznika "mój pies", w którym jest obszerny arytkuł o bokserach. Artykuł bardzo fajny i gorąco polecam ale teraz w sumie nie o tym ;-)
Dzisiaj natknąłem się ponownie na gazetę i zacząłem przeglądać szukając czegoś ciekawego. Strona 10, artykuł "Kość niezgody. 20 powodów. 2000 kłótni o psa.", zaciekawiło mnie jakież to mogą być powody (bo nie będę zaprzeczał, że kilka z nich znamy osobiście ;-). Nagle lewy dolny róg i komentarze z Facebooka (tak, tak Facebook ze swoimi komentarzami dotarł już do papierowych gazet):
Szybkie potwierdzenie tego faktu u Jagody (jak się okazało to jej komentarz na stronie miesięcznika) i wszystko jasne. Zawitaliśmy do gazet! Może nie od razu z jakimś wywiadem albo kilkustronicowym felietonem ale na dobry początek może być i Facebook'owy komentarz ;-)
Dzisiaj natknąłem się ponownie na gazetę i zacząłem przeglądać szukając czegoś ciekawego. Strona 10, artykuł "Kość niezgody. 20 powodów. 2000 kłótni o psa.", zaciekawiło mnie jakież to mogą być powody (bo nie będę zaprzeczał, że kilka z nich znamy osobiście ;-). Nagle lewy dolny róg i komentarze z Facebooka (tak, tak Facebook ze swoimi komentarzami dotarł już do papierowych gazet):
- komentuje "Mam Boksera",
- a to ciekawe, profil podobny do naszego,
- "... bokser Momo ...",
- hmm chwileczkę nasz bokser to Momo,
- "... prawie zjadł komputer ...",
- no nie tego już za wiele to My!
Szybkie potwierdzenie tego faktu u Jagody (jak się okazało to jej komentarz na stronie miesięcznika) i wszystko jasne. Zawitaliśmy do gazet! Może nie od razu z jakimś wywiadem albo kilkustronicowym felietonem ale na dobry początek może być i Facebook'owy komentarz ;-)
czwartek, 26 stycznia 2012
Pan Bokser był chory, ale i tak nie leżał w łóżeczku
Pierwszy bokser, pierwsza zima i pierwsza kontuzjowana łapa za nami ;-)
Kilka dni temu Momo rozciął łapę podczas szaleństw na dworze. Rankę zobaczyłem dopiero w domu po tym jak zapaskudził krwią cały przedpokój. Poducha rozcięta, krew się leje strumieniami i panika co tu robić. Zapakowałem się z psiakiem do samochodu i wio do weta. Pech chciał, że nasza stała Pani doktor akurat w ten dzień była dopiero popołudniu tak więc podjechaliśmy do zastępczego.
Rana została oczyszczona i zdezynfekowana, na łapę nałożony opatrunek (już widziałem co się będzie z nim działo po powrocie do domu) i Pan doktor mi komunikuje, że będzie trzeba podawać zastrzyki z antybiotykiem przez około 5 dni. Tutaj się trochę zmartwiłem bo właśnie przez nadmierną ilość antybiotyków wcześniej Momo nabawił się poważnych komplikacji spowodowanych przez antybiotykoterapię. Tak więc skończyło się na tym, że dostał jedną dawkę a co do reszty to powiedziałem, że skonsultuje z Panią doktor, która obecnie go leczy.
Po powrocie do domu i ciężkich 3 godzinach przekonywania psa, że jednak nie warto zjadać opatrunku pojechaliśmy drugi raz do weterynarza, tym razem naszego. Łapa została drugi raz oglądnięta, opatrunek wyrzucony do śmieci, dostaliśmy do domu zapas antybiotyku do wcierania zewnętrznie na ranę i przykaz aby nie zakładać opatrunku bo tylko się poducha odparzy a na wyjścia na dwór mamy zakładać buta i tyle ;-)
Minęły 3 dni, rana się pięknie zagoiła, but przeszedł do porządku dziennego (czytaj pies nie chce go pożreć) i ogólnie było więcej strachu niż problemów. We wszystkim tym zastanawia mnie tylko fakt z jaką łatwością co po niektórzy weterynarze pakują antybiotyki w nasze psiaki (to nie był pierwszy raz w naszym przypadku, gdzie po kilkunastu sekundach zalecono serie zastrzyków) zamiast spróbować podejść do problemu inaczej. Wiadomo, że ważne jest aby nie doszło do zakażenia rany ale czy tak trudno zrozumieć, że jak się powie właścicielowi "proszę pilnować, żeby na spacery chodził w bucie i przemywać ranę wodą utlenioną" to z racji, że zależy mu na psiaku będzie się do tego stosował? No ale ja weterynarii nie kończyłem to się nie znam tylko tak sobie gdybam.
Kilka dni temu Momo rozciął łapę podczas szaleństw na dworze. Rankę zobaczyłem dopiero w domu po tym jak zapaskudził krwią cały przedpokój. Poducha rozcięta, krew się leje strumieniami i panika co tu robić. Zapakowałem się z psiakiem do samochodu i wio do weta. Pech chciał, że nasza stała Pani doktor akurat w ten dzień była dopiero popołudniu tak więc podjechaliśmy do zastępczego.
Rana została oczyszczona i zdezynfekowana, na łapę nałożony opatrunek (już widziałem co się będzie z nim działo po powrocie do domu) i Pan doktor mi komunikuje, że będzie trzeba podawać zastrzyki z antybiotykiem przez około 5 dni. Tutaj się trochę zmartwiłem bo właśnie przez nadmierną ilość antybiotyków wcześniej Momo nabawił się poważnych komplikacji spowodowanych przez antybiotykoterapię. Tak więc skończyło się na tym, że dostał jedną dawkę a co do reszty to powiedziałem, że skonsultuje z Panią doktor, która obecnie go leczy.
Po powrocie do domu i ciężkich 3 godzinach przekonywania psa, że jednak nie warto zjadać opatrunku pojechaliśmy drugi raz do weterynarza, tym razem naszego. Łapa została drugi raz oglądnięta, opatrunek wyrzucony do śmieci, dostaliśmy do domu zapas antybiotyku do wcierania zewnętrznie na ranę i przykaz aby nie zakładać opatrunku bo tylko się poducha odparzy a na wyjścia na dwór mamy zakładać buta i tyle ;-)
Minęły 3 dni, rana się pięknie zagoiła, but przeszedł do porządku dziennego (czytaj pies nie chce go pożreć) i ogólnie było więcej strachu niż problemów. We wszystkim tym zastanawia mnie tylko fakt z jaką łatwością co po niektórzy weterynarze pakują antybiotyki w nasze psiaki (to nie był pierwszy raz w naszym przypadku, gdzie po kilkunastu sekundach zalecono serie zastrzyków) zamiast spróbować podejść do problemu inaczej. Wiadomo, że ważne jest aby nie doszło do zakażenia rany ale czy tak trudno zrozumieć, że jak się powie właścicielowi "proszę pilnować, żeby na spacery chodził w bucie i przemywać ranę wodą utlenioną" to z racji, że zależy mu na psiaku będzie się do tego stosował? No ale ja weterynarii nie kończyłem to się nie znam tylko tak sobie gdybam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


